Artykuł Czwarty.pl

Prawo

Zdemoralizowana nastolatka, stracone pieniądze i Orzeł na piersiach...

1. Piętnastoletnia Rzeszowianka Patrycja Kozik chcąc zdążyć na autobus przebiegła przez ulicę na czerwonym świetle. Nie wpadła pod samochód, nie stworzyła zagrożenia w ruchu drogowym, nikt nawet nie zatrąbił bo droga była pusta. Niestety, zachowanie dziewczyny dostrzegł patrol policji, zatrzymał ją i... skierował sprawę do sądu rodzinnego, który teraz bada czy wykazuje ona przejawy demoralizacji polegające na tym, że „9 stycznia na skrzyżowaniu ulic Powstańców Warszawy z Graniczną nie zastosowała się do sygnalizatora SP-5 przechodząc przez jezdnię na czerwonym świetle”. Uruchomiło to całą machinę wymiaru sprawiedliwości – zbierana jest cała masa wrażliwych danych dotyczących nieletniej: badane są warunki bytowe, wychowawcze i zdrowotne panujące w jej domu, kurator przeprowadza wywiady środowiskowe w miejscu zamieszkania, zawiadamiana jest szkoła by w końcu na sali sądowej rozstrzygnąć, czy „niezastosowanie się do sygnalizatora SP-5” jest przejawem demoralizacji i czy nieletnią należy skierować do placówki poprawczej albo zastosować wobec niej inne środki...

 

2. Pan Andrzej Wrzesień osiem lat temu na licytacji komorniczej kupił w Warszawie działkę za pół miliona złotych. Niestety, kiedy czekał na tzw. przysądzenie poprzedni właściciel ją sprzedał a sąd stwierdził, że nie może oddać leżących w depozycie pieniędzy bo... „zwrot kwoty wpłaconej tytułem ceny nabycia nieruchomości nie jest możliwy ze względu na nieistnienie przepisu pozwalającego to uczynić”. Takie słowa przeczytał w piśmie sygnowanym przez sąd, po czym dowiedział się, że pieniądze - decyzją tegoż sądu – zostaną przekazane komornikowi celem rozdysponowania pomiędzy wierzycieli. Działki nie dostał, pieniądze stracił a to wszystko w majestacie prawa przyklepane przez człowieka w todze z Orłem na piersiach. „Orzeczenia są prawomocne, obecnie nie ma możliwości zwrotu tych środków” - tłumaczy rzeczniczka Sądu Okręgowego w Warszawie sędzia Katarzyna Kisiel...

temida.jpg 

Przyzwyczailiśmy się już do policjantów nie znających prawa i traktujących każdego napotkanego obywatela niczym groźnego przestępcę. Wzruszamy ramionami słysząc, że komornik odebrał własność komuś, kto w ogóle nie miał długów. Nie robią na nas wrażenia idiotyczne decyzje urzędników karzących właścicieli działek milionowymi grzywnami za to, że w nocy złodziej wyciął i ukradł z ich posesji drzewo. Wciąż jednak mamy zaufanie do sądów, w których szukamy sprawiedliwości. Niestety, jak wskazują powyższe przykłady sędziowie zamiast sprawiedliwością i zdrowym rozsądkiem kierują się posuniętym do granic absurdu formalizmem. Przecież w pierwszym przypadku sędzia, do którego trafił wniosek policjantów powinien ich ze swojego gabinetu wywalić na zbitą mordę, a w drugim zwyczajnie zdecydować o zwrocie pieniędzy i przeprosić za błąd! Zamiast tego nastolatkę naraża się na traumę sądowego postępowania jakby była niebezpiecznym przestępcą zagrażającym publicznemu bezpieczeństwu, a uczciwego obywatela, który chciał kupić działkę na licytacji ogłoszonej przez przedstawiciela wymiaru sprawiedliwości (bo takim jest komornik) pozbawia oszczędności życia.

 

Pytanie, jakie nasuwa się po przeczytaniu tych i podobnych informacji jest tylko jedno: czy Polska to jeszcze nasze państwo, którego jesteśmy obywatelami (dzierżącymi zgodnie z Konstytucją władzę), czy też może przekształciła się w jakiś wrogi twór, który zrobił z nas niewolników mających jedynie płacić horrendalnie wysokie podatki i czapkować przed elitą nią zarządzającą? Gdyby to były jednostkowe przypadki można by je było zrzucić na karb zidiocenia tego czy innego funkcjonariusza państwa, niestety stało się to już normą. Niemal codziennie możemy przeczytać w prasie czy usłyszeć w radiowych bądź telewizyjnych wiadomościach relacje ludzi, których w majestacie prawa skrzywdzono, którym zniszczono życie i nikt w związku z tym nie poczuwa się do najmniejszej odpowiedzialności. Bo przecież wszyscy działali zgodnie z obowiązującym prawem. Mogli oczywiście podjąć inne decyzje, ale nie musieli, mogli zastanowić się nad skutkami swoich działań, mogli pochylić się nad człowiekiem. Tylko po co, skoro nie mieli takiego obowiązku? Przepisu nikt nie złamał to o co ten rwetes?