Artykuł Czwarty.pl

Polityka

Czy za gruzińską prowokacją stała ABW?

Kaczyński_Gruzja.jpg

25 października 2008 roku dane Lecha Kaczyńskiego zostały wpisane do bazy danych Centrum Antyterrorystycznego Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, co umożliwiło pełną inwigilację Prezydenta w tym użycie geolokacji. Po co, kiedy przy Głowie Państwa zawsze są chroniący ją funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu mający bezpośredni kontakt ze swoim dowództwem i mogący w każdej chwili o miejscu pobytu zameldować? Pozornie bez sensu...

 

Ale tylko pozornie. Miesiąc później, 23 listopada 2008 roku konwój, którym poruszał się Prezydent Kaczyński i Michail Saakaszwili, prezydent Gruzji, został ostrzelany w pobliżu granicy z Osetią Południową. Bronisław Komorowski, ówczesny marszałek Sejmu, tak skomentował tamten incydent: „Jaka wizyta, taki zamach. Bo z trzydziestu metrów nie trafić w samochód to trzeba ślepego snajpera”. Teoretycznie tak, praktycznie wręcz odwrotnie. Ślepy snajper w samochód mógł trafić choćby przypadkiem, trzeba mieć naprawdę niezłe oko by w nocy chybić do tak sporego celu jakim jest prezydencka kolumna samochodów. A właśnie tak, w mojej ocenie, miało to wyglądać – bo wcale nie chodziło o to, żeby zabić Prezydenta ale żeby go ośmieszyć w oczach międzynarodowej opinii, by zrobić z niego idiotę, który pcha się na linię frontu wystawiając się na strzał by pomachać Rosji szabelką narażając przy okazji bezpieczeństwo Polski wciągając ją do konfliktu. Zwłaszcza, że gdyby zginął na terenie Gruzji, gdzie dość ostro działali Amerykanie, można by mieć pewność, że rzetelne śledztwo (w które bez najmniejszych wątpliwości zaangażowałoby się NATO) wyjaśniłoby najdrobniejsze szczegóły zamachu.

 

I teraz dochodzimy do działań ABW – czy mogło być tak, że geolokalizacja posłużyła do wskazania miejsca, w którym Lech Kaczyński się znajdował by skutecznie przeprowadzić prowokację wobec niego? Taki wniosek uprawdopodabnia sporządzony przez ABW raport na temat ataku na prezydencką kolumnę, który przyjmuje rosyjski punkt widzenia stwierdzając, że wyłączną odpowiedzialność ponosi strona gruzińska z prezydentem Saakaszwilim na czele. Żadnego dochodzenia nie przeprowadzono, po prostu powielono propagandę Kremla, którą podpisał osobiście szef Agencji generał Krzysztof Bondaryk (mianowany na to stanowisko 16 stycznia 2008 roku).

 

Oczywiście na te pytania odpowiedzi popartej stuprocentowymi dowodami nie uzyskamy, ale przyznacie Państwo, że poszlaki są dość solidne. Zwłaszcza w kontekście dalszych wydarzeń i przebiegu prezydentury Lecha Kaczyńskiego zakończonej tragicznie w smoleńskim błocie...